wtorek, 28 grudnia 2021

Nie widząc przeszkód...

Trafiła do mnie kolejna po AMP Futbolu książka o niepełnosprawnym sportowcu. Tym razem nie jest to niepełnosprawność ruchowa, ale nieco innego rodzaju i pewnie bardziej dokuczliwa. Mowa o Marcinie Ryszka, który jest niewidomym sportowcem, dziennikarzem i prezesem fundacji.

"Nie widzę przeszkód" to dość ciekawy tytuł, w którym dopatrzeć się można gry słownej, jeśli można to tak nazwać. Tytuł również jest zapisany na okładce alfabetem brajla. Bynajmniej tak myślę, aczkolwiek pewnie obojętnie jakie byłoby ułożenie kropek to i tak wziąłbym to za tytuł :) Ponadto sam autor i bohater łamiący na kolanie białą laskę co symbolizować może łamanie stereotypów, z którymi mierzymy się w lekturze.

Ludzie nie wiedzą o niewidomych osobach dużo.  Z chęcią sięgnąłem po książkę, bo tak na prawdę to nigdy nie miałem do czynienia z osobą niewidomą. Kiedyś byłem ze znajomymi w Warszawie na wystawie dla niewidomych. Bardzo fajne przeżycie i ciekawa nauka. To miejsce, gdzie niewidomi pomagają widzącym!

Autor wyczerpująco odpowiada na wszystkie pytania, które mogą zadać ciekawscy. O czym śnią niewidomi? Jak funkcjonują? Jak zwiedzają? Jak się poruszają? Jak można zdobyć magistra? Jak komentować wydarzenia sportowe? Poznajemy niepełnosprawność od środka, ze szczegółami wyrabiając sobie pełniejszy pogląd.

Już pierwsze kilka stron jest tak ciekawych, że od książki nie da się odejść. Przeczytanie jej zajęło mi jeden dzień i dla osób, które mają urlop z pewnością nie będzie to problem. 

Marcin w dzieciństwie widział, dopiero w wieku czterech lat. Zdążył coś tam zobaczyć i na tym pewnie buduje swoje wyobrażenia, osoby bliskie na pewno zostaną w jego pamięci młode. Obejrzał w życiu tylko jedną bajkę, Króla Lwa, moją ulubioną, którą oglądałem setki, albo i tysiące razy, aż kaseta VHS średnio już działała. Jest o tym nawet krótki rozdział, który w dla mnie mógłby być w sumie dłuższy.

Książka pokazuje jak postępować z niewidomym, jak mu pomóc, jak zagadać, co robić, a czego raczej unikać. Większość myśli że utrata wzroku to koniec świata, żal, smutek, tragedia, narzekania i pretensje do całego świata. Tu mamy przykład że wcale tak nie musi być. Można żyć normalnie i cieszyć się życiem. Mieć pracę, wykształcenie, rodzinę. Wszystko jest w głowie.

Pozycja ta również pokazuje jak można sobie radzić, jak iść przez świat bez jednego z głównych narządów. Jak można poznawać świat nie oczyma, a węchem, słuchem czy dotykiem. Nie raz będzie smutno, ale również nie raz będzie bardzo zabawnie. 

Zdecydowanie godna polecenia każdej grupie wiekowej i każdemu bez względu na zainteresowania. Dostępna na oficjalnej stronie Wydawnictwa Sine Qua Non zarówno w wersji PAPIEROWEJ jak i ELEKTRONICZNEJ. Dostępna również w serii WIELKIE LITERY, dla osób słabowidzących. 

PS. Nie obrazę się już jak żona powie mi że niewidomy zrobiłby coś lepiej!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz